Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dla dzieci. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dla dzieci. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 31 marca 2014

Recenzja książki "12 ważnych opowieści. Polscy autorzy o wartościach dla dzieci"

"12 ważnych opowieści. Polscy autorzy o wartościach dla dzieci"
Tytuł: "12 ważnych opowieści. Polscy autorzy o wartościach dla dzieci"
Autor: Opracowanie zbiorowe
Ilustracje: Elżbieta Kidacka
Wydawnictwo: Papilon
Ilość stron: 128
Opis wydawcy: Ważne słowa: miłość, odpowiedzialność, uczciwość, szczęście, samodyscyplina, piękno, sprawiedliwość, przyjaźń, odwaga, dobroć, szacunek, mądrość
Znakomici autorzy: Paweł Beręsewicz, Liliana Fabisińska, Agnieszka Frączek, Roksana Jędrzejewska-Wróbel, Joanna Krzyżanek, Irena Landau, Maria Ewa Letki, Anna Onichimowska, Eliza Piotrowska, Marcin Przewoźniak, Anna Sójka, Natalia Usenko
Niebanalna napisana bez nadęcia i patosu, niezwykle ciepła książka dla dzieci o ważnych sprawach. Dzięki zabawnym opowieściom trudne tematy stają się proste i zrozumiałe.
Doskonała pomoc dla rodziców i nauczycieli, którzy na co dzień spotykają się z mnóstwem pytań swoich podopiecznych.
Urokliwe, pełne detali ilustracje Elżbiety Kidackiej.
Nasza opinia: Jako dziecko nie lubiłam książek z opowiadaniami, które z góry zakładały, że mają mnie czegoś nauczyć. Bajki terapeutyczne, pomagające zmierzyć się z lękami, opowiadania o wartościach itd. To były jedyne kurzące się na mojej półce tomiki. Zajrzałam raz, czy dwa i uciekłam, bo wyglądały na nudne. Była jedna książka o pokonywaniu strachu, którą lubiłam, ale w niej rzeczywiście coś się działo. Kluczem do napisania dobrej książki dla dzieci jest to, żeby uczyła, ale nie wprost. I oczekiwałam, że "12 ważnych opowieści" spełni ten warunek.

poniedziałek, 24 marca 2014

Recenzja książki "Poradnik małego patrioty" oraz kolorowanki "Elmer i przyjaciele"

Tytuł: "Poradnik małego patrioty"
Autor: Marcin Przewoźniak
Ilustracje: Janusz Baszczak
Wydawnictwo: Papilon
Ilość stron: 128
Opis wydawcy: Bycie Polakiem Małym lub Polką Małą jest fajne i bardzo ważne. Fajne, bo należysz do wspaniałego narodu. Ważne, bo masz piękną ojczyznę o burzliwej historii i bogatych tradycjach, a przy wielu jej bohaterach wysiada nawet James Bond. Żyjesz w ciekawym kraju, którego odkrywanie może być fantastyczną przygodą. I właśnie dlatego dobrze być patriotą. Taka osoba wie, z czego jest dumna, i rozumie, dlaczego kocha swoją ojczyznę.
Ale czy dziecko może być patriotą? No pewnie! Przekonaj się o tym razem z nami.
Zapraszamy na niezwykłą lekcję patriotyzmu!
Nasza opinia: Do "Poradnika małego patrioty" podchodziłam dość sceptycznie. No dobra, bardzo sceptycznie. Za każdym razem jak próbowałam go otworzyć, żeby przeczytać, albo chociażby przejrzeć, odpychało mnie na kilka metrów. W końcu uznałam, że nie mogę tego odkładać w nieskończoność.

Często mam wrażenie, że religia i patriotyzm są wpajane dzieciom na siłę. Warto maluchom powiedzieć, że coś takiego istnieje, o co w tym wszystkim chodzi, że powinno się szanować ojczyznę..., jednak denerwuje mnie częste nie wyjaśnianie niczego dzieciom i dziecko nie wie o co chodzi, po prostu tak ma być. "Bóg, honor, ojczyzna", dobrze, wszystko super. Tylko skąd dziecko ma wiedzieć o co chodzi? Rodzice w obecnym świecie często są zabiegani, nie mają czasu wyjaśnić, a w szkole ledwo dzieciak się pojawi już wszędzie godła, historia, każą śpiewać hymn... Na początku widząc tę książkę po wyjęciu z paczki miałam mieszane uczucia, jednak potem uznałam, że takie książki we współczesnym świecie są potrzebne. Pytanie tylko, czy dzieci będą chciały to czytać?

Pierwszym co widzimy po otworzeniu książki jest mapa fizyczna Polski na wewnętrznej stronie okładki. Potem kilka stron i wstęp od autora. Wykazuje zrozumienie dla młodego czytelnika, a przynajmniej stara się to zrobić, bo ja na miejscu dzieciaków chyba bym się obraziła (może jestem jakaś dziwna), albo przynajmniej popatrzyła się na Pana Marcina Przewoźniaka jakby coś było z nim nie teges. Zobaczcie na cytat niżej. No przepraszam bardzo, ja bym w życiu tak nie pomyślała, a gdyby ktoś mi powiedział, że mogłabym tak pomyśleć, to bym się obraziła (chyba to jest spowodowane moją kobiecą psychiką).

"KTO TY JESTEŚ? POLAK MAŁY! Pomyślisz: "No ładnie się zaczyna! Już na samym początku ktoś chce mi dokuczyć, że jestem mały? Albo, co gorsza, zbyt mały na ważne sprawy związane z Polską?" Nic z tych rzeczy. Nie ma się o co dąsać."

Po wstępie wita nas niebywale długi spis treści, który mnie - doświadczoną czytelniczkę - odepchnął z siłą tak wielką, że przez miesiąc musiałam wracać do miejsca, z którego mnie odrzuciło. "Poradnik małego patrioty" jest podzielony na osiem części. Pierwsza jest dosyć ogólna i stanowi rodzaj wstępu - logiczne, druga opowiada nam o historii naszego kraju, trzecia o tytułowym patriotyzmie, czwarta o godle, hymnie, fladze i takich tam, piąta o kwestiach związanych bardziej z prawem (wybory, konstytucja, polskie nazwiska...), szósta kryje się pod tajemniczą nazwą "Polska w świecie" (chodzi o UE, ONZ, Polaków za granicą), siódma o tradycjach, polskim jedzeniu, parkach narodowych i folklorze, a ostatnia - ósma jest o polskich wynalazkach i fajnych pamiątkach z naszego kraju (nie jest tego zbyt wiele na co wskazują jedynie 4 strony).

Marcin Przewoźniak pisze językiem prostym i zrozumiałym dla dzieci, jednak myślę, że czasem przesadza. Ktoś mądrze kiedyś powiedział, że dziecka nie można traktować jak dziecko. Nie można wszystkiego zdrabniać, specjalnie upraszczać i wtykać wszędzie rymy. No nie, po prostu nie. Jestem przeciwna. To coś w deseń: "Ojoj... Nie martw się. To są proste słówka, które zapamięta Twoja mądra główka. I ja wcale nie mówię, że jesteś dzieckiem, traktuję Cię jak dorosłego!". Porażka... Kolejny element, który wysyła mnie w daleką i niezbyt przyjemną podróż.

"Żaden patriota za nic
nie odstąpi kraju granic.
Bo zna swój - i patrzą drudzy:
gdzie kraj nasz jest, a gdzie cudzy."

Dziecko z "Poradnika małego patrioty" może dowiedzieć się wiele. Od tego co to znaczy, że jest Polakiem, poprzez położenie geograficzne i ukształtowanie kraju, legendy, wybory, polskich bohaterów narodowych aż do faktu, że powinniśmy się wstydzić, że [przepraszam, bardzo mnie to bawi] mamy "zaśmieconą przyrodę" i "wszystko pobazgrane napisami" (Blogger mi podkreślił słowo 'pobazgrane' na czerwono. Blogger solidarny z SMF łączy się - skoro już o patriotyzmie mowa - w "bulu i nadzieji").

Dużą zaletą jest to, że książka jest po prostu rzetelnie zrobiona. Młody czytelnik może się z niej bardzo wiele dowiedzieć. Są w niej różne ciekawostki, czy fakty historyczne, których nie znałam (tak, tak.. SMF dokształca się z książek dla dzieci). Bardzo przyjemna dla oka oprawa graficzna, wszystko czytelnie napisane. No super. Jeśli chodzi o treść, to moim faworytem jest drzewo genealogiczne władców Polski. Przejrzyste, wszystko da się zrozumieć. Pod względem dużej dawki wiedzy jest to bardzo dobra pozycja.

Z racji, że jest to pozycja dla dzieci, to muszę wspomnieć o wydaniu, bo ważne jest to, czy dziecko nie zniszczy jej po pięciu minutach. Żeby otworzyć książkę, trzeba się bardzo namęczyć. Niestety w moim przypadku nie udało się bez niepożądanych zagięć. To było po prostu niemożliwe, a bardzo nie lubię, kiedy zagina się okładka, wygina się grzbiet, czy rogi. Za to duży minus. Strony są wykonane ze śliskiego, jasnego papieru. Myślę, że to dobry wybór ze strony wydawcy. Dzieciom zdarza się zostawiać wszędzie jedzenie i różne takie rzeczy. Dzięki śliskim kartkom ewentualne zabrudzenia będzie łatwiej usunąć niż ze zwykłego papieru.

Podsumowując, uważam, że książka sama w sobie jest dobrym pomysłem, bo skądś dzieci muszą się dowiedzieć podstawowych rzeczy o naszym kraju przed pójściem do szkoły i na jej początku, jednak mam trochę zastrzeżeń co do efektu końcowego pracy Marcina Przewoźniaka. Nie podoba mi się to, że język jest tak prosty i dostosowany do dziecka. Nie mówię o tym, żeby pisał oficjalnie i skomplikowanie. Chodzi o uniknięcie niepotrzebnych rymów i bezpośrednich zwrotów. Może jestem za bardzo przeczulona... Pod względem treści jest to naprawdę solidna dawka wiedzy. Z czystym sumieniem "Poradnik małego patrioty" możecie dać dziecku w wieku 5-8 lat, które nie obrazi się za rymy i bezpośrednie zwroty do niego.
Ocena ogólna: Small Metal Fan --/-- Queen Dee --/--

piątek, 17 stycznia 2014

Recenzja książki "Przepraszam, czy tu straszy?" - Marcin Przewoźniak

Tytuł: "Przepraszam, czy tu straszy?"
Autor: Marcin Przewoźniak
Ilustracje: Katarzyna Kołodziej
Wydawnictwo: Papilon
Ilość stron: 128
Opis wydawcy: Niedaleko za miastem, tam, gdzie ulica zmienia się w szosę, a za supermarketem zaczyna się gęsty las, stał biały dworek z brązowym dachem. Choć od dawna nikt w nim nie mieszkał, chuligani omijali go szerokim łukiem. Żaden z nich nawet nie próbował wybić szyby ani bazgrać sprejem po ścianie. No dobrze, może któryś próbował, ale dziwnym zbiegiem okoliczności zawsze uciekał z krzykiem do domu, a potem - wyobrażacie to sobie? - stary koń w bluzie z kapturem tulił się do swojej mamy, chlipał i pytał, czy aby na pewno drzwi wejściowe zamknęła na wszystkie zasuwy.
Zapraszamy do domu z duszą na ramieniu!
Niezwykła i zabawna książka dla dzieci lubiących dreszczyk emocji.
Fascynująca historia, która dzięki trzymającej w napięciu akcji rozwinie w dziecku manię czytania.
Pobudzające wyobraźnię ilustracje.
Inspiracja do zabaw i zajęć ćwiczących czytanie ze zrozumieniem.
Nasza opinia: Zapracowany pan Poświatowski postanawia kupić nowy dom dla całej rodziny. Jest jednak tak zajęty pracą, że nie zwraca uwagi na to, co pokazuje mu agent. Ku zdziwieniu agenta wybiera nawiedzony dworek, którego od wielu lat nikt nie chciał kupić. Powód jest prosty - po prostu nie zwrócił uwagi na duchy. Dworek zamieszkuje rodzina Zaświatowskich, która nie chce, aby ktokolwiek zamieszkał razem z nimi. Próbuje wystraszyć na wszelkie sposoby ekipę remontową i Poświatowskich, ale z kiepskim efektem. Duchy nie umieją straszyć współczesnych ludzi. Są ciągle czymś zajęci. Facebookiem, telewizją, telefonami...

Niestety, jak wiadomo, wiele osób nie wierzy w duchy. Dlatego, kiedy dzieci państwa Poświatowskich mówiły nauczycielce w szkole co dzieje się w domu, zostały wysłane do psychologa. Otrzymały dość łatwą do przewidzenia opinię. "(...) Oskar i Julka wyszli z gabinetu (...) z pisemną opinią, że cierpią na nerwicę, zaburzenia emocjonalne, brak umiejętności odróżniania prawdy od kłamstwa oraz ADHD." Kot rodziny Poświatowskich zaprzyjaźnia się z duchem myszy, lecz rodziny wciąż ze sobą walczą. Zaświatowscy straszą, a Poświatowscy używają promieni podczerwonych, transformatorów, paralizatorów induktorów, generatorów oraz latarek i chińskich radyjek. Okazuje się po prostu, że duchy niezbyt dobrze znoszą elektryczność. Jak to w książce dla dzieci wszystko kończy się dobrze.

"-Zaraz oszaleję. Własne dziecko wpędza mnie do grobu - jęknął pan Zaświatowski.
-A to ciekawe mężu. Przypominam łaskawie, że spoczywasz w grobie dokładnie od dwustu lat"

Ciężko mi określić dla jakiej grupy wiekowej dobra będzie ta książka. Chyba nie da się tego zrobić w przypadku takich pozycji, bo każde dziecko jest inne. Dla niektórych 6-latków duch bez głowy albo, trzymający serce, któremu z ust wyfruwają nietoperze nie będzie straszny, ale znajdą się 9-latki, które nie zasną z powodu takiej książki. Tutaj musicie po prostu zdecydować sami. Znacie trochę dziecko, któremu zamierzacie dać prezent, więc zastanówcie się najpierw, czy to książka dla niego. Wiem, że ja kiedy miałam 5 lat czytałam wszystko, ale uwielbiałam historie o duchach, wampirach i innych takich tajemniczych rzeczach, ale moja młodsza siostra w tym samym wieku na sam fakt, że w książce były węże reagowała płaczem.

Książkę czyta się lekko i przyjemnie. Zastanawia mnie tylko po co autor napchał do niej te wszystkie transformatory, induktory, generatory, zaburzenia emocjonalne, ADHD. Wiele dzieci może tego nie zrozumieć, a to nie ma jakiegoś kluczowego wpływu na akcję. Zamiast tych wszystkich -orów naprawdę mogłoby być tam coś innego, a zaburzenia emocjonalne? Aż mi się słabo zrobiło... Zaraz jakieś dziecko naprawdę będzie znerwicowane, bo po przeczytaniu tej książki uzna, że jak powie w szkole coś o duchach to jest jakiś chory psychicznie. Pomijając tę kwestię, momentami czułam się jakby "Przepraszam, czy tu straszy?" pisało dziecko. W pewnych momentach styl Marcina Przewoźniaka przypominał mi 'sztukę' o szacunku dla psów, którą napisałam dla mnie i QD jak miałam 8 lat. Może po prostu byłam takim genialnym dzieckiem, że potrafiłam pisać jak dorosły autor?

"Kocia zemsta ma różne oblicza. Myszon zaczął się zastanawiać, czy duchy mają kapcie, w które można by nad ranem nasikać..."


Wydaniem jak zwykle Wydawnictwo Papilon się wykazało. Jest dobrze przystosowane do niszczycielskich mocy dzieciaków. Okładka jest bardzo solidna, twarda na pewno nie zniszczy się szybko w plecaku, czy w jakimkolwiek innym miejscu. Format jest duży (trochę mniejszy od A4). Strony są jasne, wykonane ze śliskiego papieru. Książka dobrze się otwiera, dzięki czemu wygodnie się ją czyta.
Ilustracje są kolorowe i estetyczne. Pojawiają się mniej więcej na co drugiej stronie. Są dosyć duże, wyraźne i myślę, że spodobają się dzieciom w wieku wczesnoszkolnym. Czcionka jest duża i wyraźna, bardzo dobra dla dzieciaków, które zaczynają same czytać.

Podsumowując, "Przepraszam, czy tu straszy?" jest przyjemną książką z dreszczykiem dla dzieci w wieku wczesnoszkolnym. Jest napisana lekkim, prostym językiem. Czcionka jest duża, co jest dobre dla dzieci zaczynających samodzielnie czytać. Dwie rodziny żyjące w starym dworku, choć bardzo się różnią i na początku próbują ze sobą walczyć o dom na końcu zaprzyjaźniają się i żyją razem. Myślę, że jest to dobra książka taka dla zabicia nudy. Nie ma w niej jakichś wyjątkowych rzeczy, po prostu jest przyjemna.
Ocena ogólna: Small Metal Fan 8/10 Queen Dee --/-- 

Za możliwość przeczytania dziękuję
Wydawnictwu Papilon

środa, 25 września 2013

Recenzja książki "Królowa śniegu" - Hans Christian Andersen

Tytuł: "Królowa śniegu"
Tytuł oryginalny: "Snedronningen"
Autor: Hans Christian Andersen
Ilustracje: Vladyslav Yerko
Wydawnictwo: M
Ilość stron: 34
Opis wydawcy: Zimowa opowieść rozgrzewa serca milionów dzieci i dorosłych na całym świecie już od 1845 roku. Królowa śniegu została napisana przez genialnego duńskiego bajkopisarza Hansa Christiana Andersena (1805 -1875). Fabuła opowieści jest tak dobrze znana, że zamiast krótkiego streszczenia najlepiej oddać głos samemu autorowi, którego słowa tak pięknie zilustrował na okładce Yerko: "Królowa śniegu była piękna i zgrabna, ale cała z lodu, z olśniewającego, błyszczącego lodu; a jednak żyła: oczy patrzały jak dwie jasne gwiazdy, lecz nie było w nich spokoju ani wytchnienia. Skłoniła się do okna i skinęła ręką." Vladyslav Yerko urodził się w 1962 r. w Kijowie, gdzie studiował na Ukraińskiej Akademii Poligraficznej. Pierwsze siedem lat życia spędził z babcią w pięknej wiosce Pirniv, co odcisnęło niezatarte piętno na wrażliwości artysty. Zdobywca wielu nagród na prestiżowych targach sztuki i książki, między innymi Grand Prize Ukraińskiej Książki Roku 2000 za ilustracje do Królowej Śniegu. W 2002 roku otrzymał tytuł najlepszego artysty przyznany przez Moscow Review of Books. Laureat amerykańskiej nagrody Anderson House Foundation z 2006 roku. Ilustrował między innymi Podróże Guliwera, Alicję w krainie czarów, a także Harry'ego Pottera i książki Paulo Coelho.
Nasza opinia: Ponadczasowa baśń jednego z najbardziej znanych bajkopisarzy na świecie teraz w tak pięknym wydaniu, że od pierwszego zobaczenia jej uznałam, że muszę ją mieć. Tak jak fabuły, czy języka nie muszę jakoś szczegółowo opisywać, bo wszyscy wiedzą jaki jest i że na pewno jest warty uwagi, to nad wydaniem w tym przypadku będę Wam ględzić ponad połowę recenzji. Jeżeli jesteście przygotowani, to lecimy dalej.
    Pewnego razu diabeł będąc w dobrym humorze zrobił lustro, które niszczyło wszystko , co dobre i piękne, a rzeczy bezwartościowe i brzydkie stawały się jeszcze gorsze. Uczniowie diabła odbijali w nim wszystko, aż pewnego razu chcieli polecieć do aniołów i Boga, jednak lustro spadło i rozbiło się na wiele małych kawałków.

"Niektóre kawałki były mniejsze od ziarnka piasku (...); gdy wpadły komuś do oka, tkwiły w nim, i wtedy człowiek ten widział wszystko na odwrót albo spostrzegał tylko to, co było w danym przedmiocie złe (...) byli ludzie, którym taki odłamek wpadł do serca, i wtedy działo się coś okropnego: serce stawało się jak kawałek lodu."

    Muszę przyznać, że tego początku nie pamiętałam. Wiedziałam o różnych późniejszych zdarzeniach związanych ze szkłem, ale skąd ono się wzięło było dla mnie tajemnicą. Jak widać warto wrócić po latach do starych baśni. Na samym początku widać jak Andersen pokazuje zło. Jego wersja jest bardzo ciekawa, co prawda dzieci nie do końca mogą zrozumieć metaforę, ale to jest najpiękniejsze w baśniach. Jako dzieci postrzegamy wszystko bardzo dosłownie, starsi możemy zauważyć coś więcej i czujemy się jakbyśmy czytali zupełnie nową historię. Jako dziecko nie przepadałam za "Królową śniegu", teraz uważam ją za jedną z najpiękniejszych baśni.
    "Królowa śniegu" jak często głosi podtytuł jest historią w siedmiu opowiadaniach, w każdym z nich mają miejsce konkretne wydarzenia zgodne z tytułem danego opowiadania. Dzięki temu baśń jest uporządkowana, wszystko ma swój czas i miejsce.
    Tłumaczenie niezbyt przypadło mi do gustu, uważam, że można ująć to wszystko ładnej i bez powtórzeń.

    Wydanie jest dosyć solidne. Książka jest w bardzo dużym formacie (trochę ponad A4). Twarda, porządna okładka jest dodatkowo w obwolucie, która niestety do najtrwalszych nie należy. Czcionka jest czytelna i spora, choć dla czytającego samodzielnie malucha może być za mała. Strony są w miarę grube, wykonane ze śliskiego papieru.
    No i wreszcie ilustracje. Od pierwszego wejrzenia się w nich zakochałam. To było po prostu przeznaczenie. Wiedziałam, że muszę mieć to wydanie, a więc mam. Intuicja podpowiedziała mi dobrze. Obrazki (to wręcz obraźliwe określenie w tym przypadku) są cudowne, po prostu bajkowe. Nie są to kolejne schematyczne szkice, tylko próba przeniesienia piękna baśni Andersena na papier. Są dopracowane i niewątpliwie jest na czym zawiesić oko. Okładka jest idealnym dowodem a potwierdzenie moich słów. Oczy Królowej Śniegu są zachwycające, jej strój też nie jest gorszy, kolory według mnie są prawie perfekcyjnie dobrane. To chyba najlepsze wydanie "Królowej śniegu" jakie widziałam i powinno się dla niego znaleźć miejsce u każdego na półce.
Ocena ogólna: Small Metal Fan 9/10 Queen Dee --/--

Za możliwość przeczytania dziękuję

piątek, 2 sierpnia 2013

Recenzja książki "Crom i mali barbarzyńcy" - Krzysztof S. Stelmarczyk

Tytuł: "Crom i mali barbarzyńcy"
Autor: Krzysztof S. Stelmarczyk
Wydawnictwo: Zielona Sowa
Ilość stron: 303
Opis wydawcy: Crom w towarzyskie Bruna, zreformowanego wilkołaka, wyrusza w drogę powrotną do domu. Jednak zamiast trafić do Leśnego Kątka, okazuje się, że Duch Lasu przeniósł ich na brzeg oceanu zewnętrznego. Kiedy z zarośli wypadają dwaj mali barbarzyńcy, Crom jest przekonana, że powrót do domu nie będzie łatwy… Jednak ani gorąca pustynia, ani bezkresne wody oceanu nie powstrzymają Crom. W towarzystwie małych barbarzyńców i wspierana przez hałaśliwych piratów rusza na spotkanie z przeznaczeniem…
Nasza opinia: Z czym wam się kojarzą barbarzyńcy? Z dwumetrowymi mężczyznami przy kości, którzy są bardzo brutalni? Mnie też się tak kojarzą, nawet Crom, czyli główna bohaterka książki zgadza się z naszymi przekonaniami i nic dziwnego - bo taka właśnie jest prawda. Barbarzyńcy są okrutni i co do tego nie ma wątpliwości. Jednak są także mali barbarzyncy, o których przede wszystkim jest mowa w tej książce. Oczywiście chodzi o dzieci dorosłych barbarzyńców, które mimo młodego wieku są bardzo dobrze wyszkolone.

"Szkolą ich od małego. Życie barbarzyńcy jest pełne niebezpieczeństw. Dzieciak, który nie potrafi walczyć, ma małe szanse na przetrwanie."

     Przyznam, że bardzo polubiłam Crom. Była ona odważna, niezależna, a jednocześnie pomocna i miła. Była postacią, której trudno nie polubić. Także wilkołak był dla mnie bardzo pozytywną postacią chroniącą Crom i będąca jej mentorem. Jednak najbardziej przypadły mi do gustu Hassassinki, które były według mnie genialne! Nie wiem czemu, ale serce mi zmiękło gdy się pojawiły. Były takie... Pozytywne! Na dodatek potrafiły ożywać... Dywany! Nikt z nas nie miał okazji się przelecieć latającym dywanem, ale bohaterowie książki to co innego i zawdzięczali tę atrakcję właśnie hassassinkom! 

"Same dziewczyny, z bardzo tajnego zakonu Hassassinów. Wiem tyle, że to skrytobójcy. To takie zabicie na zlecenie, jakbyś nie wiedział. (...) Zakon zaczął przyjmować dziewczynki, ale tu kobiety mają jeszcze gorzej niż u barbarzyńców. Mają zakazane uprawianie męskich zajęć, a skrytobójstwo było do tej pory męską domeną. (...) Dlatego uczą się w sekrecie. Bić i walczyć. Na miecze, noże, włócznie. Co chcesz. Strzelać z łuku. No wszystkiego ich uczą w tym zakonne, czego potrzeba do takiego zabicia na zlecenie."

     Z zaskoczeniem przyznam, że była to chyba pierwsza książka dla starszych dzieci, która mnie tak naprawdę wciągnęła. Z zaciekawieniem przewracałam kolejne kartki tej pozycji, a na liczniku z prędkością światła pojawiały się kolejne strony. Swego czasu lekko się zagalopowałam i od razu sięgnełam po drugą cześć przygód Crom, co wcale nie sprawiło że książkę mi się gorzej czytało! W trakcie zagłębiania się w lekturę, powoli dowiadywałam się najważniejszych rzeczy, które wydarzyły sie wcześniej i nie odczułam żadnego dyskomfortu.
     "Crom i mali barbarzyncy" to książ przygodowo-fantastyczna. Z pewnością czytelnik nie będzie się nudził, bo autor zastosował wiele intryg, przez co koniec jest zupełnie nieprzewidywalny. Tajemnice, walka, piraci i dużo magii - to chyba można powiedzieć o tej pozycji. Co najważniejsze - styl pisania autora jest według mnie bardzo dobry. Nie odczuwa się bardzo tego, że ksiazka jest dla dzieci (oczywiście nie znajdziemy tu romansu, czy tzw. łaciny podwórkowej), a Pan Krzystof zastosował lekki język i doprawił wszystko szczupyptą humoru, przez co książkę czyta się bardzo dobrze. Sami bohaterowie często śmieją się z siebie nawzajem, a ich przekomażanie się jest naprawdę zabawne!

"- Barbarzyńcy - westchnął Konrad, krzywiąc się z niesmakiem. - Tak mówicie o nas wy, ludzie z Równin. Z tego co mi wiadomo, nie jest to zbyt... pochlebne określenie."

     Ponieważ jest to ksiazka dla dzieci, warto wspomnieć o wydaniu. Okładka jest kolorowa, więc z pewnością przyciągnie wzrok. Główni bohaterowie przedstawieni na okładce książki i jej skrzydełkach umożliwiają porównanie swojego wyobrażenia, z tym autora. Dość duża czcionka umożliwi komfortowe czytanie dziecku, a także młodzieży, czy osobom dorosłym - które również zachęcam do sięgnięcia po tę książkę.
     Podsumowując - pozycja "Crom i mali barbarzyńcy" mimo że przeznaczona dla dzieci, bardzo mi się podobała. Czy dobrze trafi do dziesięcioletniego dziecka? Myślę, ze nie bedzie z tym problemu. Przygody odważnej dziewczynki i małych barbarzyńców z pewnością przypadną do gustu chłopców, a może też dziewczynek. Duża czcionka umożliwi im komfortowe czytanie, a lekki styl pisania autora i szczypta humoru nie pozwolą się dziecku nudzić. 
Ocena ogólna: Queen Dee 9/10 Small Metal Fan --/--


Za możliwość przeczytania książki dziękuję
serwisowi Wydawnictwa Zielona Sowa

środa, 31 lipca 2013

Recenzja książki "Podróże Tappiego po Szumiących Morzach" - Marcin Mortka

Tytuł: "Podróże Tappiego po Szumiących Morzach"
Autor: Marcin Mortka
Ilustracje: Marta Kurczewska  
Wydawnictwo: Zielona Sowa
Ilość stron: 160
Opis wydawcy: Czy znasz już wikinga Tappiego i mieszkańców Szumiącego Lasu?
Wiking Tappi kocha Szepczący Las i swoich przyjaciół. Ale od ostatniej przygody w Lodowej Zatoce marzy wciąż o dalekich podróżach. Buduje więc z przyjaciółmi okręt i razem z Chichotkiem rusza na wyprawę po Szumiących Morzach.Na morzu spotyka ich wiele niesamowitych przygód. Poznają też nowych przyjaciół, choćby trolla Burczka, wieloryba Zadumka, olbrzyma Głazka i elfkę Świetliczkę. Na ich drodze staje także zły czarodziej Torgul oraz olbrzymi smok Naburmulak. Wtedy robi się odrobinę groźnie… Na szczęście jednak Tappi ma wielkie serce i wielu przyjaciół, dzięki którym z każdej opresji wychodzi cało.
Nasza opinia: Wiking Tappi postanawia wyruszyć wraz ze swoim przyjacielem Reniferem Chichotkiem na wyprawę po Szumiących Morzach. Buduje statek ze Smoczym Łbem na dziobie - jak na wikinga przystało – i mimo strachu Renifera wypływa. Po drodze spotka go wiele przygód, nauczy się wielu rzeczy i pozna nowych przyjaciół. Jeśli czujecie się już zainteresowani przeczytajcie resztę mojej recenzji drugiej części przygód Tappiego – wikinga z Szepczącego Lasu.

„Tappi nosi długą brodę, ma też ogromne brzuszysko, wielki nochal, ale mimo to nikt się go nie boi. Wystarczy bowiem spojrzeć w jego roześmiane oczy, by dowiedzieć się, ze jego serce jest równie wielkie jak brzuch, a uśmiech jest tak ciepły, że ma moc topnienia lodu.”

   „Podróże Tappiego po Szumiących Morzach” uczą, lecz nie wprost, co jest jak dla mnie największą zaletą bajek. Mały człowiek dowiaduje się o dobrych manierach na przykładach bohaterów. Z książki Marcina Mortki wyniosą wiedzę m.in. o tym, że nie można kłamać, trzeba pomagać innym, a czasem trzeba się przy tym poświęcić, warto słuchać rad przyjaciół, nie ufać nieznajomym. Niby oczywiste, a nie zawsze dociera to do dzieciaków. Bardzo podobało mi się przedstawienie postaci, które są bardzo dobrze nakreślone. Przykładowo Zły Czarodziej Torbul wyciera nos w rękaw, rzuca kapcie w kąt, marudzi i wykorzystuje innych. Książka pokazuje także, że każdy ma uczucia.

„My smoki nie mamy przyjaciół. Wszyscy nazywają nas bestiami, oskarżają o złe czyny i straszą nami dzieci. Mam dosyć takiego traktowania! Obraziłem się i koniec!”

   Spodobało mi się również to, że bohaterowie mają imiona ukazujące ich charakter np. Kruk Paplak, Wieloryb Zadumek. Niby dość popularne w książkach dla dzieci, ale mimo wszystko jest to dobry zabieg, dzięki któremu maluch może łatwiej wyobrazić sobie daną postać. Bezpośrednie zwracanie się do czytelnika, zawsze sprawia, że książkę czyta się przyjemniej.

„Jeśli chcesz się dowiedzieć, co się wydarzyło dalej, opatul się cieplej kołdrą i poproś Mamusię lub Tatusia o przewrócenie kartki...”

   Wydanie według mnie jest bardzo dobre. Okładka jest twarda i solidna, co jest ważne przy książkach dla dzieci. Strony są dosyć grube i mocno zszyte, a kartki białe z dużą czcionką, dzięki której dzieci uczące się czytać mogą próbować swoich sił bez pomocy rodzica. Ilustracji jest niewiele. Są ładne, lecz czarno-białe, małe i niezbyt szczegółowe (na początku każdego rozdziału jest jedna większa). Dlatego jest to książka dla maluchów, które nie potrzebują ich już tak bardzo i potrafią same wyobrażać sobie akcję bajki. Na górze każdej strony jest zdobienie przedstawiające statek na morzu pełnym fal, chmury i ośmiornicę. W książce znajdziemy także spis treści, którego często mi brakuje, a przy literaturze dziecięcej, którą często się przerywa, bo mały słuchacz zaśnie, lub się znudzi, wyjątkowo się przydaje. Każdy rozdział ma tytuł, co według mnie również jest ważne, ponieważ wprowadza dziecko w historię, którą niebawem usłyszy.

„Opowieść pierwsza,
w której znów spotykamy się z Tappim i poznajemy jego wielkie marzenie”

   „Podróże Tappiego po Szumiących Morzach” nie są kolejną książką zapychającą wolny czas. Przygody wikinga i jego przyjaciół uczą i bawią, bardzo przyjemnie się o nich czyta. Rodzice i dzieci powinni być zadowoleni. Myślę, że najlepszy wiek czytelnika to 5-8 lat. Starsi będą zmęczeni morałami, a młodsi brakiem obrazków. Z czystym sercem mogę polecić tę książkę wszystkim, którzy nie wiedzą co sprezentować maluchowi na przełomie przedszkola i podstawówki.
Ocena ogólna: Small Metal Fan 9/10 Queen Dee --/-- 

Za możliwość przeczytania dziękuję
serwisowi wydawnictwa Zielona Sowa

sobota, 27 lipca 2013

Recenzja książki "Przygody Tappiego z szepczącego lasu"

Przygody Tappiego z Szepczącego Lasu - Marcin MortkaTytuł: "Przygody Tappiego z szepczącego lasu"
Autor: Marcin Mortka 
Wydawnictwo: Zielona Sowa
Ilość stron: 160
Okładka: twarda
Opis wydawcy: W pięknym, magicznym Szepczącym Lesie mieszka sympatyczny wiking Tappi. Ma wielu przyjaciół, równie magicznych jak on. Jest renifer Chichotek i kruk Paplak, myśliwy Haste i kowal Sigurd, są Elfy i pradawne duchy lasu – Dziadek Wodospad, Dąb Starodziej… Ale jest też zły jarl Surkol, który mieszka na Ostatnim Morzu, w zamku wzniesionym na grzbiecie wieloryba, i który zamyka Sigurda w lochu. Tappi i jego przyjaciele ruszają niezwłocznie w niebezpieczną podróż, aby uwolnić przyjaciela. Po drodze spotyka ich wiele przygód, z których szczęśliwie wychodzą cali… Magiczny Las pomaga tym, którzy mają dobre serca… Jeśli masz ochotę zajrzeć do Chaty Tappiego, posłuchać bajek Gawędziarza, jakie opowiadał w pewną, gwieździstą noc, poznać olbrzyma Głabrzycha i sprawdzić, jaki czar rzuciła na niego Skrzypicha, a nawet pobawić się w berka z Wichrem, zapraszamy do Szepczącego Lasu…
Nasza opinia: Chyba każdemu z nas wikingowie kojarzą się ze z groźnymi rozbójnikami, którzy potrafili mordować całe osady z zimną krwią. Mieli oni Chełmy z rogami, długą brodę oraz toporki. Każdy ich się bał i czuł przed nimi respekt. Jednak Tappi jest inny i nie przypomina wikingów, których znamy z historycznych opowieści. Jest on co prawda bajkowy, ma długą brodę, hełm i jest potężny oraz silny – ale jest on bardzo przyjazny i w jego dużym sercu jest dużo miejsca na coraz to nowych przyjaciół!

„A ze wszystkich ludzi na świecie Tappi najbardziej lubi dzieci. Chcesz wiedzieć dlaczego? A to dlatego, że dzieci nie potrafią się martwić, ale za to doskonale znają się na słodyczach, przez co Tappi świetnie się z nimi dogaduje.”

    W książeczce poznajemy dwanaście różnych opowieści o dzielnym, przyjacielskim wikingu, który zawsze jest pomocny. Dowiaduje się on o niebezpieczeństwach, jakie czyhają gdy coś się zrobi w górach, czy lesie. Dziecko dzięki takiemu przekazowi z pewnością zrozumie wiele rzeczy, m.in. że w lesie nie wolno głośno śpiewać, a w górach krzyczeć – bo można spowodować lawinę. Nie trzeba także od razu próbować komuś zabrać tego, co jest Ci potrzebne – można wykorzystać inną rzecz i może sprawdzić się nawet lepiej, a nie sprawisz komuś przykrości! W książeczce dziecko dowie się także, że warto pomagać innym czy to ludziom, czy zwierzętom. Z pewnością gdy będziesz ich potrzebował, to choć jedna osoba Ci pomoże.
Książeczka jest także napisana w taki sposób, że czytać może ją zarówno rodzic dziecku, jak i samo dziecko. Duże litery na białych stronach umożliwiają dziecku czytanie, a spora ilość tekstu na stronach umożliwia rodzicowi komfortowe czytanie, bez wachlowaniu stronami w wypadku gdy jakaś książeczka ma po jedno zdanie na stronie. Same opowieści są dość długie, średnio zajmują dziesięć stron w książce, a dodatkowo czasem pojawiają się w książce czarno-białe ilustracje, które pomogą dziecku lepiej wyobrazić sobie Tappiego oraz jego przyjaciół.
    Samo wydanie książki jest bardzo dobre pod względem dzieci. Twarda okładka zabezpieczy książeczkę przed majstrowaniem dziecka, a także nie będzie dało się jej wygiąć i przez to mniszyć – gdyby oczywiście dziecko wpadło na taki pomysł. Kolorowa okładka, słodcy bohaterowie i ciekawy opis zachęci nie tylko dziecko, ale także rodzica!
   Myślę, że większości dzieci spodoba się pogodny wiking, który może zmierzyć się ze smokiem, czy lodowym olbrzymem. Przy okazji dowie się ono jak powinno się zachowywać, a także tego, że jeśli będzie się pogodnym to można zdobyć więcej przyjaciół. Dzięki aż dwunastu historyjkom, a także ich długości dziecko będzie mogło przez wiele dni poznawać historię wikinga – a potem jeszcze do nich wrócić! Myślę także, że z książki zadowolony będzie zarówno chłopiec, jak i dziewczynka – choć dziewczynki wolą księżniczki od wikingów, czyż nie?
Ocena ogólna: Queen Dee 9/10 Small Metal Fan --/--

Za możliwość przeczytania książki dziękuje
Wydawnictwu Zielona Sowa

czwartek, 20 czerwca 2013

Recenzja książek z serii o Czarownicy Winnie - Valerie Thomas i Korky Paul

Tytuł: "Czarownica Winnie"
Tytuł oryginalny: "Winnie the Witch"
Autor: Valerie Thomas i Korky Paul
Wydawnictwo: Papilon
Ilość stron: 32
Okładka: twarda
Opis wydawcy: Czarownica Winie mieszka w czarnym domu. Ma czarne krzesła, czarne schody, czarne podłogi i czarne drzwi. Problem polega na tym, że kot Winnie, Wilbur, także jest czarny. Bez pomocy magii Winnie nigdy nie będzie w stanie zauważyć swego kota.
Nasza opinia: Przyznam, że z powodu kruczoczarnych włosów w dzieciństwie byłam przezywana czarownicą. Posiadając takiego koloru włosy i szarego kota, prawie pasowałam do 100% czarownicy... Choć nosa nie mam tak długiego, nie przesadzajmy :D Jednak znam odwieczny problem Czarownicy Winnie - gdy wszystko w domu jest czarne, włącznie z kotem to nie można go dostrzec! Sama (z przykrością przyznam), że raz w nocy potknęłam się o mojego kocura... Ten przestraszony podskoczył (nic mu się nie stało), za to ja runęłam jak długa i skręciłam kostkę... Taki już nas, czarownic los :D
  Przyznam, że ilustracje mnie po prostu zachwyciły! Były duże i bardzo śmiesznie odzwierciedlały tekst - śmiałam się przez cały czas czytania, choć trwało to zaledwie krótką chwilkę - czego można się przecież spodziewać po tak krótkiej książeczce dla dzieci? Była jednak taka pozytywna, a na dodatek teraz już dzieci wiedzą, że nie wszystkie czarownice są złe! Część z nich jest radosna, wesoła i dobra - pomagają innym i chcą by oni byli szczęśliwi. Takie ukryte przesłania są bardzo ważne w książeczkach dla dzieci. Mimo, że dziecko ich obecnie nie rozumie, zapisuje się to w ich podświadomości i potem z tego korzystają.
   Sama czasem wracam do różnych bajek, które są niby dla dzieci, ale dopiero teraz dotarł do mnie cały ich sens! Weźmy na przykład "Anastazję" czy "Pocahontas"! Są to bajki dla dzieci, jednak wtedy nie rozumie się ich przesłania, dopiero gdy stajemy się dojrzalsi rozumiemy ich całkowite przesłanie i nie dziwię się temu. Nie wstydzę się także oglądania bajek. Niby co w tym złego czy wstydliwego? Nic. A przesłanie do mnie dociera i otwiera oczy. Także można podziwiać piosenki i ich znaczenie. Na samym dole mojej opinii wstawiłam kilka piosenek - jeśli chcecie posłuchajcie i sami oceńcie :)
   Przyznam że nawet dla mnie, a przecież nie jestem już dzieckiem, książka niosła przesłanie. Czarownica zamiast próbować zmieniać problem, zmieniła otoczenie i jej się to udało. Każdy był szczęśliwy! Choć wiadomo, że ten pomysł nie zawsze jest dobry i trzeba go dostosować do sytuacji. Uważam, że jest to ciekawa pozycja, którą mogę polecić rodzicom.
Ocena ogólna: Queen Dee 8/10 Small Metal Fan --/--





Tytuł: "Winnie w kosmosie"
Tytuł oryginalny: "Winnie in Space"
Autor: Valerie Thomas i Korky Paul
Wydawnictwo: Papilon
Ilość stron: 32
Okładka: twarda
Opis wydawcy: Trzy, dwa, jeden... start! Winnie i Wilbur lecą w kosmos! Unikając zderzenia z satelitami i latającymi spodkami, Winnie ląduje na małej, uroczej planecie, gdzie planuje urządzić piknik. Ale kiedy na przyjęcie przybędą dziwne kosmiczne stworzenia, Winnie będzie musiała użyć magii, by przygoda zakończyła się szczęśliwie.
Nasza opinia: Czarownica Winnie uwielbia patrzeć w niebo przez teleskop. Pewnego dnia postanawia zabrać swojego kota Wilbura i urządzić piknik na jakiejś małej planecie. Niestety kosmiczne króliki psują im ucztę i zjadają rakietę. Jednak Winnie potrafi znaleźć wyjście z każdej sytuacji.
  Początkowo, gdy zobaczyłam tę książkę podchodziłam do niej dość sceptycznie, jednak po przeczytaniu jej dzieciakom zrozumiałam czemu jest to światowy bestseller. Jeżeli chodzi o fabułę, to nic nowego w niej nie ma. Jednak jeśli chodzi o kosmiczne króliki, to muszę przyznać, że autorzy mnie zaskoczyli tym pomysłem.

"Kosmiczny królik przykicał, by skosztować śmietanki. Fuj!"

   Historia jest prosta, ale ciekawa dla dziecka i zabawna. Pokazuje, że nie wszystkie czarownice muszą być złe. Niektóre są takie jak my i są miłe. Co z tego, że mają haczykowaty nos i rozczochrane włosy? QD pisała o głębszym przekazie. W tej części akurat go nie ma zbyt wiele, ale dołączam się do stwierdzenia, że nikt nie jest za stary na bajki.
  Ilustracje są bardzo ładne i zawierają wiele szczegółów. Wszystko jest w nich dopracowane i za każdym razem można zauważyć coś nowego. Są bardzo duże i kolorowe, małe dzieci nie mogą oderwać od nich wzroku. Podobało mi się też to, że na każdej stronie była jakaś planeta z Układu słonecznego z nazwą i symbolem. Dzięki temu starszaki też znajdą coś dla siebie. Czcionka jest duża i czytelna. Tekstu tak naprawdę jest niewiele, ale moim zdaniem obrazki to wynagradzają. Podobało mi się, że kierunek trzymania książki nie zawsze jest taki sam. W momencie startowania i lądowania rakiety, trzeba przekręcić książeczkę. Myślę, że dla dzieciaków to też jest dobra odmiana.
  Okładka jest solidna, co według mnie jest ważne, zwłaszcza przy literaturze dziecięcej. Strony są gładkie, a papier dość gruby, jednak dający się rozerwać. Na szczęście jeszcze się to nie wydarzyło, ale jak maluchy dostaną ją już na stałe to nigdy nic nie wiadomo :D
  Dzieciaki (zwłaszcza 3 latek) były zachwycone "Winnie w kosmosie" i niemalże znam ją już na pamięć, więc z czystym sercem polecam rodzicom niewiedzącym co można kupić szkrabowi na wakacyjny wyjazd.
Ocena ogólna: Small Metal Fan 8/10 Queen Dee --/--

  


Za możliwość przeczytania dziękujemy
Wydawnictwu Papilon


niedziela, 21 kwietnia 2013

Recenzja książek z serii "Klub kociaków słodziaków" - Sue Mongredien


Tytuł: "Klub kociaków słodziaków. Nowy dom Imbirka"
Tytuł oryginalny: "Kitten Club. Ginger's New Home"
Autor: Sue Mongredien
Ilustracje: Emilia Robledo
Wydawnictwo: Papilon
Ilość stron: 95
Okładka: miękka.
Opis wydawcy: Ania, Małgosia, Lila, Róża, Ela i Maja to najszczęśliwsze dziewczynki pod słońcem - każda ma śliczne kociątko. Założyły klub, aby spotykać się i opowiadać o przygodach ukochanych zwierzątek.
Ania nie mogła uwierzyć, kiedy rodzice zgodzili się, aby miała kotka. Dziewczynka od razu pokochała Imbirka i postanowiła być jego najlepszą kocią mamą! Jednak biedny Imbirek zaczyna chorować... Czy dziewczynki z klubu będą umiały mu pomóc?
Nasza opinia: Ośmioletnia Ania przeprowadza się z Londynu na wieś. Jest zaniepokojona przeprowadzką i tym, czy znajdzie przyjaciół. Okazuje się, że rodzice mają dla niej niespodziankę - Ania dostanie kociątko! Kotka jej cioci - Beza - właśnie urodziła sześć maleństw. Ania wybiera sobie rudego kociaka, którego nazywa Imbirek.
 Jest to pierwsza część serii. Dziewczynki poznają się nawzajem, wybierają kotki, nadają im imiona, uczą się zajmować pupilami, no i oczywiście tworzą klub, aby móc opowiadać sobie o przygodach swoich zwierzątek. Tutaj uwaga skupiona jest na tym, że Imbirek choruje i Klub Kociaków Słodziaków próbuje dowiedzieć się dlaczego.
 Język jest prosty, delikatny i pełen opisów, lecz nie przesadzonych. Czcionka jest dosyć duża, co ułatwi samodzielne czytanie dziecku. Ilustracje są czarno-białe, w sam raz dla dziewczynek w wieku około sześciu lat, które powoli powinny się odzwyczajać od obrazków w książkach. Wydanie nie jest zbyt wysokiej jakości, ale jest dobre i myślę, że zachęcające dla dziewczynek (brokat, pastelowe kolory i mały słodki kotek na okładce).
 Spodobała mi się dedykacja - jednakowa dla pierwszej i drugiej części - "Dla każdego, kto kiedykolwiek chciał mieć kotka". Zgodzę się z tym i dodam, że ta seria będzie najlepsza dla dziewczynek w wieku 5-8 lat.
Ocena ogólna: Small Metal Fan - 6/10 Queen Dee - --/--



Tytuł: "Klub kociaków słodziaków. Wielka ucieczka Dymka"
Tytuł oryginalny: "Kitten Club. Smokey's Great Escape"
Autor: Sue Mongredien
Ilustracje: Emilia Robledo
Wydawnictwo: Papilon
Ilość stron: 95
Okładka: miękka. Najładniejsza z tych widocznych w poście.
Opis wydawcy: Ania, Małgosia, Lila, Róża, Ela i Maja to najszczęśliwsze dziewczynki pod słońcem - każda ma śliczne kociątko. Założyły klub, aby spotykać się i opowiadać o przygodach ukochanych zwierzątek.
Maja uwielbia swojego kotka Dymka, ale nie może poświęcić mu zbyt wiele uwagi. Jedna z koleżanek z klubu ma pomysł, jak pomóc Mai lepiej zorganizować czas. mimo to ciągle coś idzie niezgodnie z planem i malutki Dymek wkrótce wpada w prawdziwe tarapaty.
Nasza opinia: Maja nie umie zorganizować dobrze czasu, nie wywiązuje się ze swoich obowiązków. Jej koleżanka postanawia jej pomóc. Jednak nie wszystko idzie zgodnie z planem i ktoś wypuszcza Dymka z domu.
 "Wielka ucieczka Dymka" to druga część serii. W niej bardziej poznajemy członkinie Klubu. Opowieść zawarta w tej książeczce jest lepsza od pierwszej. Głównie ze względu na to, że "Nowy dom Imbirka" był pewnego rodzaju wstępem. Jeśli chodzi o wydanie i język to właściwie nie mam nic do dodania. Wszystko jest w recenzji wyżej. Plusem, na który dopiero teraz zwróciłam uwagę, jest to, że wszystkie imiona i nazwiska są polskie. W książkach dla dzieci jest to wg mnie duża zaleta.
 "Klub kociaków słodziaków" pokazuje blaski i cienie posiadania zwierzątka w sposób idealny dla dziewczynek około sześciu, siedmiu lat. Wszystko jest opisane delikatnie i z humorem.
Ocena ogólna: Small Metal Fan - 8/10 Queen Dee - --/--



Tytuł: "Klub kociaków słodziaków. Wielka przygoda Zygzaczka"
Tytuł oryginalny: "Kitten Club. Ziggy's Big Adventure"
Autor: Sue Mongredien
Ilustracje: Emilia Robledo
Wydawnictwo: Papilon
Ilość stron: 95
Okładka: miękka.
Opis wydawcy: Ania, Małgosia, Lila, Róża, Ela i Maja to najszczęśliwsze dziewczynki pod słońcem - każda ma śliczne kociątko. Założyły klub, aby spotykać się i opowiadać o przygodach ukochanych zwierzątek.
Róża nie może już się doczekać, kiedy zabierze swojego skorego do zabaw kotka do ogrodu. Zygzaczek uwielbia psocić i zawsze świetnie się przy tym bawi. Okazuje się jednak, że bardzo boi się wychodzić na zewnątrz. Czy ktoś pomoże Zygzaczkowi przełamać strach?
Nasza opinia: Nadeszły długo oczekiwane dni. Kotki mogą wychodzić na zewnątrz. Róża myślała, że gdy tylko wypuści Zygzaczka na dwór będzie szczęśliwy. Niestety, okazuje się, że kotek boi się wychodzić na zewnątrz. Czy uda mu się pokonać strach?
 Już naprawdę nie wiem co napisać. W recenzjach książeczek z tej serii, które są powyżej znajdziecie wszystko co o tym myślę. Wszystko jest dziewczęce, ma jakąś wartość. Ogólnie całokształt wychodzi bardzo fajnie i mogę polecić "Klub kociaków słodziaków". :)
Ocena ogólna: Small Metal Fan - 7/10 Queen Dee - --/-- 


Za książeczki z serii "Klub kociaków słodziaków"
dziękuję Wydawnictwu Papilon.
                         

sobota, 23 marca 2013

Recenzja audiobooka "Reksio. Wielka księga przygód"


Tytuł: "Reksio. Wielka księga przygód"
Typ: Audiobook
Autorzy: Barska Ewa, Głogowski Marek, Sójka Anna
Wydawnictwo: Papilon
Lektor: Jerzy Stuhr
Opis wydawcy: Razem z Reksiem przeżyjcie mnóstwo ciekawych przygód i poznajcie wielu nowych sympatycznych przyjaciół. Niezwykłe opowiadania czyta znakomity aktor Jerzy Stuhr.
Nasza opinia: Chyba większość z nas  w dzieciństwie oglądała Reksia. Dla mnie była to ulubiona bajka i kochałam ją ja nie wiem co! Ten odważny piesek i jego przygody z przyjaciółmi... Tak, to było coś! Obowiązkowa rzecz i jedna z najlepszych bajek dzieciństwa. Nawet Bolek i Lolek nie byli tak fajni jak on. Jako, że uwielbiałam tę bajkę z chęcią sięgnęłam po ten audiobook, by przypomnieć sobie czasy słodkiego dzieciństwa. Tym razem, także spodobały mi się jego historie i często śmiałam się słuchając, gdy przypominały mi się jakieś sytuacje, z okresu gdy byłam mała. Jednak, słuchając - nie widziało się Reksia w akcji, gdy biegał i spotykał się z przyjaciółmi. To już nie była ta atmosfera, mimo że głos lektora, cenionego aktora był znakomity. Bardzo fajnie mi się słuchało tego audiobook'a, bo często spotykałam się z lektorami, którzy nie przypadli mi do gustu, więc słuchanie było udręką. Z tego powodu prawie nigdy nie kończyłam tych powieści, bo nie byłam w stanie. Tym razem było inaczej, myślę że taki audiobook jest świetną rzeczą dla dziecka! Może sobie posłuchać tych historyjek na dobranoc, do łóżka.
Ocena ogólna: Queen Dee - 9/10 Small Metal Fan - --/--

Za audiobook bardzo dziękuję
wydawnictwu Papilon

wtorek, 12 marca 2013

Recenzja książki "Przewodnik małego turysty" - Marcin Przewoźniak


Tytuł: "Przewodnik małego turysty. Wesoły autobus, czyli podróże po Polsce"
Autor: Marcin Przewoźniak
Ilustracje: Olga i Janusz Banaszczak
Wydawnictwo: Papilon
Ilość stron: 176
Okładka: miękka, ale w miarę sztywna. Pasuje do tematu i myślę, że zachęci dzieciaki do zajrzenia do książki, choć mogłaby być trochę bardziej kolorowa.
Opis wydawcy: Wesoły autobus już grzeje silnik. Spakowany? zdecydowany? Gotowy, by zostać prawdziwym turystą? Tyle miejsc czeka na odkrycie. Tyle tajemnic, legend, duchów, przygód, skarbów i innych atrakcji ukryło się gdzieś na mapie. Pora je wytropić. Podróż za chwilę się zacznie. Proszę wsiadać, drzwi zamykać! 
Nasza opinia: "Przewodnik małego turysty" to książka, w której i dzieci i rodzice znajdą coś dla siebie. Zawiera ważne wskazówki dla rodziców i ciekawe pomysły na wyjazd zilustrowane kolorowymi ilustracjami, które spodobają się dzieciom.
 Miejsca są podzielone tematycznie np. "Na tropie smoków", czy "Najpiękniejsze rynki". Ważniejsze rzeczy dotyczące zwiedzanych miejsc, czy informacje co warto zabrać są wyróżnione ramkami, lub za pomocą ikon. Możemy również znaleźć co ciekawego znajduje się niedaleko oraz co się dzieje w danym miejscu (np. turnieje rycerskie, festyny). Warto zwrócić również uwagę na to, że w przewodniku są informacje takie jak to, że nie można wejść z psem, że jest dobry punkt obserwacyjny, lub dobre miejsce na biwak. W książce są również adresy zabytków, telefony oraz adresy stron internetowych. Jest pełno ważnych informacji, wszystko jest dopracowane. Miejsca warte zobaczenia są w całej Polsce i chociaż w części tych wymienionych w książce, to o niektórych pierwszy raz czytałam i bardzo mnie zainteresowały.
  Myślę, że ten przewodnik to strzał w dziesiątkę dla rodziców, którzy nie wiedzą, gdzie zabrać pociechy w wakacje, ferie, czy długi weekend. "Przewodnik małego turysty" spodoba się całej rodzinie. Pomoże zdecydować gdzie wyjechać (może tym razem dzieci zadecydują?), da ważne wskazówki i umili długie podróże.
Ocena ogólna: Small Metal Fan - 10/10 Queen Dee - --/--



Za książkę dziękuję Wydawnictwu Papilon!
 

czwartek, 7 marca 2013

Recenzja książki "Elmer" - David McKee


Tytuł: "Elmer - Wielka księga przygód"
Autor: David McKee
Wydawnictwo: Papilon
Okładka: Twarda, przedstawia głównego bohatera - Elmera
Opis: Elmer - słoń w kratkę - to ulubieniec przedszkolaków na całym świecie!
Razem z Elmerem dziecko odkrywa swoje indywidualne talenty, buduje poczucie własnej wartości, uczy się tolerancji i otwartości oraz przekonuje się, że warto poznawać świat i zdobywać przyjaciół. W zbiorze aż 4 nowe przygody!
Nasza opinia: W książeczce poznajemy słonika Elmera, który ma różne przygody. Szuka swojego kuzyna, szuka zagubionego misia,  spotyka się z dziadkiem Eldo, a także podziwia tęczę. Aby dzieci mogły to sobie lepiej zobrazować każdą stronę zdobią ładne ilustracje, a duża czcionka ułatwia czytanie, więc potem może ona się stać jedną z pierwszych przeczytanych książek przez naszą pociechę. Elmer ma różne przygody i zawsze chętnie pomaga innym. Jego charakterystyczne cechy to nigdy nie znikający z pyszczka uśmiech, a także miłe odnoszenie się do swoich bliskich i znajomych. Jeśli chodzi o ilustracje to składa się z nich cała ta książeczka. Zajmują całe miejsce na dużych stronicach tej powieści dla dzieci i są typowo dziecięce i z pewnością każde dziecko będzie nimi zachwycone! Sam słonik Elmer wywarł na mnie dobre wrażenie swoim optymizmem i ciekawymi (jak dla malutkiego dziecka) przygodami. Także podzielam to, że jest on zwierzęciem tak jak wszyscy bohaterowie tej książki, a nie są to ludzie. Akcja dzieje się w dżungli, a na każdym obrazku ukazani są jego przyjaciele. Małpki, żyrafy, hipopotamy, słonie, tygrysy... Uważam, że każde dziecko polubi historię tego słonia w kolorową kratkę, a także że wiele podświadomie się od niego nauczy. Także będzie miało niespodziankę, bo na ostatniej stronie jest kolorowanka! Teraz także ono będzie mogło stworzyć własną wersję słonia!
Ocena ogólna: Queen Dee - 9/10

Za książkę dziękuję
wydawnictwu Papilon

sobota, 2 marca 2013

Recenzja książek z serii "Surykatki Ninja"


Surykatki Ninja. Klan SkorpionaTytuł: "Surykatki Ninja. Klan Skorpiona"
Tytuł oryginalny: "Ninja Meerkats. The Clan of the Scorpion"
Autor: Gareth P. Jones
Wydawnictwo: Papilon
Ilość stron: 112
Okładka: miękka
Opis wydawcy: W zoo w Hongkongu ginie wiekowa tygrysica o magicznej mocy. Cztery nieustraszone surykatki podejmują śledztwo, znajdują trop w tygrysiej kupie i już wiedzą, że u progu roku tygrysa przyjdzie im się zmierzyć z bandą cyrkowych zbirów dowodzonych przez mistrza Areny.
Nasza opinia: Gdy do Klanu Skorpiona dochodzi informacja o tym, że zaginęła tygrysica o magicznej mocy, cztery wojownicze surykatki wyruszają, aby zbadać, kto za tym stoi.
 Wizja surykatek zwalczających zło jest zabawna, prawda? Wyobraźcie sobie jak takie miłe małe zwierzątko walczy z człowiekiem. Niestety, książka "Surykatki Ninja. Klan Skorpiona" nie wprowadza nic nowego, oprócz surykatek ninja oczywiście, chociaż wiemy, że była Kung Fu Panda, co jest dość podobnym pomysłem. Postaci są jak w przeciętnej kreskówce - swoją drogą chyba lepsza by była z tego animacja niż książka. Jest przywódca, mózgowiec, mięśniak i postać, która nie ma większego charakteru, ani celu. Fabuła jest przewidywalna, nawet jak na książkę dla dzieci. Humor traktujący dzieci jak idiotów. No proszę Was, co to za przydomki: Turbo-Grzmot, Łup-chrup? Mamy kamuflaż, oczywiście taki jaki w kreskówkach (na pewno nikt nie rozpozna, że to sztuczny pudel, prawda?). To, co mi się podoba, to przedstawienie klaunów jako zbirów. Wreszcie ktoś odkrył ich prawdziwą naturę. :D
 Teraz strona techniczna. Wydanie mogłoby być lepszej jakości, bo dzieci dość szybko niszczą rzeczy. Okładka mi się całkiem podoba. Trudniejsze pojęcia takie jak Shuriken są wyjaśnione. Jest wytłumaczone jak się czyta zagraniczne wyrazy. Czcionka jest duża, więc dziecko może czytać samo książkę. Ilustracje mogłyby być kolorowe. Nie podoba mi się to, że nie ma żeńskich postaci. Ja rozumiem, że to książka typowo dla małych chłopców, no ale bez przesady.
 Polecam dla chłopców w wieku 5-9 lat. Młodsi są za mali, bo surykatki mimo wszystko się biją. Poza tym jest sporo tekstu. Starszych będzie nudziła. Jednak jest wiele podobnych książek do tej. Jeżeli chłopiec lubi tego typu opowieści to będzie ok, jeżeli nie przepada, to lepiej w ogóle jej nie kupować.
Ocena ogólna: Small Metal Fan - 4/10


Tytuł: "Surykatki Ninja. Oko małpy"
Surykatki Ninja. Oko małpyAutor: Gareth P. Jones
Wydawnictwo: Papilon
Ilość stron: 112
Okładka: miękka
Opis wydawcy: Jet Turbo-Grzmot, Chuck Kobra-Killer, Donnie Łup-Chrup i Bruce Stopa-Smoka... razem tworzą Klan Skorpiona. Uzbrojeni po zęby, niepokonani wojownicy ninja mają tylko jeden cel - udaremnić plany mistrza areny, który chce zawładnąć całym światem.
Sprzed nosa małpich strażników zostaje sprzątnięty legendarny indyjski szmaragd o magicznej mocy. Śledztwo podejmują cztery nieustraszone surykatki wraz z mistrzem kung fu delhi llamą. Domyślają się, że za zuchwałą kradzieżą kryje się przyjemniaczek w cylindrze.Czas, by Surykatki Ninja wkroczyły do akcji!
Nasza opinia: Dla mnie surykatki Ninja są bardzo fajnym pomysłem dla małych chłopców. Pokazują, że nawet mała istota może mieć siłę i stawić czoło postaciom dużo większym od siebie. W tym tomie surykatki spotkają mistrza Smo Ka, który jest lamą. To on przekazuje im informację o magicznym przedmiocie, który muszą zabrać ze Świątyni zanim wpadnie w niepowołane ręce. Jak zawsze w drodze do zwycięstwa pojawiają się przeszkody. Uważam, że dla małego chłopca lubiącego ninja będzie to doskonała lektura. W książce dużo się dzieje i dla niego go będzie pełna wartkiej akcji. Szkoda, że nie ma choć jednej surykatki płci żeńskiej, ale według mnie nie ma o zbytniego znaczenia. Książka ma ładną okładkę oraz ilustracje, choć wolałabym żeby ilustracje był obok tekstu, np. po jednej stronie ilustracje, po drugiej tekst. Według mnie mały chłopiec byłby z niej zadowolony, z pewnością jego uwagę przykułaby także ładna okładka. 
Ocena ogólna: Queen Dee - 8/10

I jeszcze mały wywiad z małym ekspertem ;)
SMF: Podobała Ci się książeczka?
ME: Tak
SMF: I co jeszcze powiesz?
ME: To jest książeczka o ratowaniu tygrysa i ktoś mi musi ją przeczytać teraz całą znowu!

Za książki serdecznie dziękujemy
Wydawnictwu Papilon 

sobota, 23 lutego 2013

Recenzja książki "Skarżypyta, Samochwała, Zosia Samosia i inni niesforni bohaterowie"

Tytuł:  "Skarżypyta, Samochwała, Zosia Samosia i inni niesforni bohaterowie. Klasyka polskiej poezji dla dzieci"
Autorzy: Jan Brzechwa, Maria Konopnicka, Julian Tuwim, Ludwik Jerzy Kern
Ilustracje: Artur Gulewicz
Wydawnictwo: Papilon
Ilość stron: 128
Okładka: twarda. Myślę, że zachęca dzieciaki do zajrzenia do książki.
Opis wydawcy: Stefek Burczymucha, Zosia Samosia, Skarżypyta, Samochwała, Leń - o tych i innych sympatycznych, choć trochę niesfornych bohaterach przeczytasz w tej pięknie ilustrowanej książce. Zapraszamy do krainy najbardziej znanych wierszy polskich poetów.
Nasza opinia: Kto nie zna postaci takich jak Samochwała, czy pan Hilary? Pamiętamy ich bardzo dobrze z naszego dzieciństwa. Polscy poeci wyolbrzymiając ich cechy, pokazywali nam co powinniśmy robić, a czego nie. Oczywiście nie było to powiedziane wprost i dzięki temu bardziej to do nas - dzieci - docierało.
 W książce "Skarżypyta, Samochwała, Zosia Samosia i inni niesforni bohaterowie." znajdziemy zbiór 33 wierszy dla dzieci napisanych przez najbardziej znanych polskich poetów. Opatrzone są prostymi, zabawnymi ilustracjami, przez co nawet najmłodsze dzieci będą  chętnie słuchać czytania rodziców. W książce znajdziemy bardzo popularne wiersze, jak i te mniej. Szczerze mówiąc, muszę przyznać, że kilku nie znałam. Przy niektórych nie mogłam powstrzymać się od uśmiechu na twarzy, bo zawsze w takich momentach wraca mnóstwo wspomnień. Małe dzieci same nie poznają wierszy, które my znamy. Trzeba je im pokazać.
 Myślę, że jest to idealny pomysł na prezent dla dziecka w wieku 4-6 lat na jakąś mniejszą okazję. Często jacyś znajomi, czy kuzyni mają dzieci i nie wiadomo co im dać, bo mało je znamy. W takiej sytuacji wg mnie najlepsza jest jakaś dość uniwersalna książka. Małe dzieci same nie poznają wierszy, które my znamy z dzieciństwa. Trzeba je im pokazać, a zbiory takie jak "Skarżypyta, Samochwała, Zosia Samosia i inni niesforni bohaterowie." są do tego stworzone.
Ocena ogólna: Small Metal Fan - 9/10 Queen Dee - --/--

Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Papilon

piątek, 22 lutego 2013

Recenzja książki "Dźwięki kolorów" - Jimmy Liao


Tytuł: "Dźwięki kolorów"
Tytuł oryginalny: "Sound of colors"
Autor: Jimmy Liao
Wydawnictwo: Officyna
Ilość stron: 128
Okładka: Miękka
Opis wydawcy: Jak to jest czuć to co widzą inni, widzieć to czego inni nie zobaczą? Jak to jest pokonując tę samą drogę być ciągle gdzie indziej? Świat nie ma granic. Jest na wyciągnięcie ręki.
Nasza opinia: Główną bohaterką jest młoda, niewidoma dziewczyna z wielką wyobraźnią i marzeniami. Chodząc po stacjach metra wyobraża sobie, że jest gdzie indziej - w miejscach pięknych, spokojnych, bez strachu i smutku. Opala się na wielorybie, fruwa z ptakami i pływa z delfinami. Dziewczyna zabiera nas w swój własny świat o jakim marzy, by się w nim znaleźć. Opowiada o takich rzeczach, których my nie zauważamy będąc osobami, które widzą świat i kolory. Sama dziewczyna obserwuje świat przez dźwięki. Dzięki nim wie gdzie się znajduje, co się dzieje. Zwraca ona uwagę na zupełnie inne aspekty niż my. Pokazuje nam, że da się myśleć inaczej...
Jej świat obrazują nam cudowne ilustracje, dzięki którym jeszcze bardziej wciągamy się w przekazywaną nam historie. Jedynym (według mnie) błędem jest to, iż tekst ma... Nie przyciągającą? Chyba tak to można nazwać... Czcionkę. Na dodatek jest ona mała. Uważam, że gdyby ją zrobić większą i ładniejszą - to książka i wydanie byłyby perfekcyjne.
Polecam ją zarówno dziecku (piękne ilustracje), młodzieży (już można coś zrozumieć), jak i dorosłej osobie (ilustracje, zrozumienie przekazu i treści). Uważam, że może ją przeczytać każdy i być zadowolony!
Ocena ogólna: Queen Dee - 9/10 Small Metal Fan - --/--


Za książkę dziękuję Wydawnictwu Officyna!

czwartek, 21 lutego 2013

Recenzja książki "Dom przy ulicy Zwyczajnej" - Marta Sienkiewicz

Tytuł: Dom przy ulicy Zwyczajnej
Autor: Marta Sienkiewicz
Wydawnictwo: Impuls
Ilość stron: 218
Okładka: Miękka, ilustracja obrazuje bohaterów książki.
Opis wydawcy: Dom przy ulicy Zwyczajnej to ciepła i pełna humoru powieść dla dzieci w wieku od 6 do 12 lat, ale nie tylko. Chętnie też sięgną po nią ich rodzice, choćby po to, żeby wspólnie
z dziećmi odkrywać tajemnice pewnego domu przy ulicy Zwyczajnej. Akcja książki toczy się we współczesnym mieście, na zwykłej z pozoru uliczce. Pewnego dnia pojawia się na niej dwójka głównych bohaterów naszej powieści: Kubuś i jego młodsza siostra, Małgosia. Trafiają do pewnego tajemniczego domu, w którym mają odtąd mieszkać pod opieką swojego dziadka i jego kuzynki, Matyldy. I choć na początku czują się w owym starym domu trochę nieswojo, to szybko odkrywają, że jest to miejsce równie niezwykłe, jak cała ulica, która zwyczajna wydaje się być tylko z nazwy. Okazuje się bowiem, że ich opiekunowie, kiedy tylko zechcą, potrafią przekraczać granice szarej codzienności i wkraczać w zaczarowany świat baśniowej magii. Zabierają tam też swoich wychowanków, dzięki czemu dzieci przeżywają ciągle nieprawdopodobne przygody i poznają nowych przyjaciół. Odkrywają też, jak niewiele potrzeba, aby przy pomocy własnej wyobraźni stworzyć sobie swój magiczny świat, za każdym razem inny. Odkryje to także czytelnik, zarówno ten młodszy, jak i ten nieco starszy. Dom przy ulicy Zwyczajnej jest bowiem książką, która pomaga rozwijać wyobraźnię i pozwala Czytelnikowi tworzyć swój własny magiczny świat. Uczy także dostrzegać niezwykłość i piękno w ludziach
i rzeczach na pozór banalnych, nieciekawych, wobec których tak często pozostajemy obojętni. Ale uwaga! Żeby dotrzeć do owego zaczarowanego świata ulicy Zwyczajnej, należy najpierw przycupnąć cichutko na jakiejś parkowej ławeczce i zaczekać na pewnego czarnego kota! A kiedy się już pojawi
i przysiądzie na moment na ścieżce, trzeba spojrzeć prosto w jego tajemnicze zielone ślepka. A wtedy… „(…) Mrrr...- powie wreszcie cichutko i kiwnie lekko – jakby od niechcenia - łebkiem, zachęcając was do pójścia za nim. I dobrze wam radzę – idźcie, bo żaden szanujący się kot n i g d y nie ponawia zaproszenia. A tylko t e n kot może wskazać wam drogę do miejsca, w którym właśnie zaczyna się Nasza Historia... (…)”
Nasza opinia: "Dom przy ulicy Zwyczajnej" jest książką dla dzieci, w której opisany jest los rodzeństwa mieszkającego u dziadka. Jak to dzieci chcą się bawić nie tylko w domu, ale i na pole - ale jak się bawić gdy cały czas pada? No cóż... Dzieciaki będą musiały czekać na ładną pogodę. Na dodatek mają coś w rodzaju 'wizji', które mają tylko one, a dziadek wie wszystko nawet jeśli nie był przy danej sytuacji... Czy w dom przy ulicy Zwyczajnej może być... Nadzwyczajny?
Książka jest napisana prostym, typowym językiem dla dzieci pełnym zdrobnień. Duża czcionka i ładne ilustracje przyciągają wzrok, dają radość dziecku i ułatwiają czytanie zarówno już starszego dziecka - jak i rodzica. Myślę, że akcja spodoba się większości dzieci, bo choć nie jest wartka i wciągająca to niesie za sobą przesłanie! :) Polecam każdemu dziecku i rodzicowi!
Ocena ogólna: Queen Dee - 9/10 Small Metal Fan - --/--

Za książkę serdecznie dziękuję
wydawnictwu Impuls

środa, 20 lutego 2013

Recenzja książki "Humanus" - Groszek Stanilewicz

Tytuł: "Humanus"
Autor: Groszek Stanilewicz
Ilustracje: Henryk
Wydawnictwo: Officyna
Ilość stron: 12
Okładka: twarda
Opis wydawcy: "Humanus" to historia zaczynająca się od powstania pewnej pracy domowej, którą Toskan, uczeń czarodzieja, oddaje przed wyznaczonym terminem. Historia wypracowania, w którym zawarte są losy Twoje, moje i tych, którzy przyjdą po nas. Jedno szkolne zadanie zabierze czytelnika w podróż, z której – jeśli będzie miał trochę szczęścia – być może wróci odmieniony.
Podwodne głębiny, zielone lasy, skalne pustkowia i długa wędrówka w towarzystwie czworonożnego starszego brata, jak samo życie, może być porywającą przygodą.
Książka adresowana jest do każdego, kto lubi baśnie i komu losy zwierząt oraz ludzi nie są obojętne. Adresowana do tych, którzy jeszcze wierzą, że jeśli tylko zechcemy słuchać, Ziemia podzieli się z nami najważniejszymi prawdami.
Nasza opinia: Jak łatwo można zawrzeć w opowiadaniu cały charakter ludzi? W tej książce w bardzo prosty, lecz zmuszający do myślenia sposób, przekazana jest prawda o tym jacy są ludzie. "Humanus" to cudowne opowiadanie w opowiadaniu. Szkoda, że takie krótkie. Gdyby to była książka która ma chociaż 60 stron byłabym zdecydowanie bardziej zadowolona, bo mam lekki niedosyt. Jest to książka gdzie więcej jest okładki niż stron. Język "pochłania", niebieska czcionka nadaje klimat, proste, minimalistyczne ilustracje bardzo mi się podobają, ogólnie szata graficzna jest bardzo ładna. Wzrusza, skłania do przemyśleń. Książka idealna na depresyjny, zimowy wieczór. Polecam właściwie wszystkim. Książka wygląda na taką dla dzieci, lecz te najmłodsze mogą nie do końca zrozumieć przekaz. "Humanus" jest trochę jak "Mały Książę". Małe dziecko zrozumie dosłownie, trochę starsza osoba znajdzie w tym głębszy sens. 
Ocena ogólna: Small Metal Fan - 8/10 Queen Dee - --/--


Za książkę dziękuję Wydawnictwu Officyna!