wtorek, 8 stycznia 2013

Recenzja książki "Zorza Polarna" ("Złoty Kompas") - Philip Pullman


Tytuł: „Zorza Polarna” („Złoty Kompas”)
Tytuł oryginalny: „Northern Lights”
Autor: Philip Pullman
Wydawnictwo: Albatros
Seria: „Mroczne Materie”

Okładka: Bardzo łatwa graficznie i nie zachęca do czytania (trylogia pt. „Mroczne Materie”). Pojedyncze części mają bardzo ładne okładki.
Ilość stron: 324

Dodatkowe informacje:  

1. Pierwotny tytuł książki to „Zorza Polarna”. Jednak gdy wyszedł film (nie odnoszący się 100% do tej książki) postanowiono zmienić tytuł aby książka była bardziej rozpoznawalna.
2. Nie polecam najnowszego wydania (trylogia). Jest ono najtańsze i dlatego – najbardziej znane. Jest ono jednak wydrukowane na jak najtańszym papierze (cienkie strony i białe, aż razi w oczy…), a tekst ma bardzo wąską interlinię (odstęp między wierszami). Nie wygodnie się ją po prostu czyta.
Opis:  
W pewnym dziwnym świecie, w którym w powietrzu wiruje tajemniczy Pył, żyje osierocona przez rodziców dziewczynka imieniem Lyra. Kiedy jej przyjaciel Roger zostaje porwany, Lyra wyrusza na poszukiwania, które zawiodą ją na daleką Północ. Na lodowcu mieszkają pancerne niedźwiedzie, po mroźnym niebie latają czarownice, a piękna kobieta przeprowadza straszliwe eksperymenty. Lyra musi przejść do innego świata widocznego za zorzą północną...
Nasza opinia: Książka jest mocno powieścią fantastyczną. Zawiera elementy steampunk’u (np. szybujące pojazdy, sam kompas kojarzy się ze steampunk’iem). Mimo, że ze względu na kiepski druk trudno mi się ją czytało to bardzo cenię pomysł autora. Dajmony (inne s
tworzenia) jako drugie wcielenie duszy człowieka… Nie najgorszy pomysł, prawda? Książka ma jednak parę wad. Jedną z nich jest przeplatanie wartkiej akcji z nudną treścią. Jest dziesięć stron zapierającej dech w piersiach akcji… Po czym dziesięć stron nudy, które są wydłużeniami treści. Druga wada to taka, iż pierwsze sto stron okazuje się być wprowadzeniem (lekko przydługie i nudzi sięgającą po książkę osobę…). Także w ciągu tych setki stron spada na nas tyle informacji dotyczących bohaterów powieści, miejsc i innych rzeczy, że czytelnik czuje się przytłoczony i wie bardzo dużo, mimo że nie ma wprowadzenia w akcję i dalszą część podróży bohaterów. Wolę gdy w książce jest mgiełka tajemniczości, która się rozwiewa pod koniec, niż już na samym początku wiedzieć co się stanie za kilkadziesiąt stron. Książka jest o tyle trudna do polecenia, że możesz być nią zachwycony i wkręcić się w fabułę, albo znudzonym i odłożysz ją po kilku minutach lektury. 
Ocena ogólna: Queen Dee – 6/10 Small Metal Fan - --/--

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Komentarze zawierające linki do blogów bądź podlinkowany tekst zostają natychmiastowo usunięte. W zamian proponujemy współpracę bannerową, po szczegóły zapraszamy na mail.