poniedziałek, 4 marca 2013

Recenzja książki "Ghostman" - Roger Hobbs


[Recenzja przedpremierowa!]

Tytuł: "Ghostman"
Tytuł oryginalny: "The Ghostman"
Autor: Roger Hobbs
Wydawnictwo: Rebis
Ilość stron: 340
Okładka: miękka ze skrzydełkami. Prosta, ale oddaje charakter.
Opis wydawcy: Gdy napad na kasyno w Atlantic City kończy się niepowodzeniem, jego organizator wzywa na pomoc człowieka znanego nielicznym jako Jack. Nikt nie zna jego prawdziwej tożsamości - Jack żyje poza społeczeństwem i ukrywa się nawet przed innymi przestępcami. Jego specjalność to znikanie i dlatego jest on idealną osobą do wypełnienia delikatnej misji - szybkiego zatarcia śladów prowadzących do zleceniodawcy skoku. A są to ślady nie byle jakie: zastrzelony bandyta na parkingu, jego ranny kumpel, który zniknął z ponad milionem dolarów, tajemniczy snajper. Jack będzie musiał wykorzystać cały swój talent, pomysłowość i doświadczenie, zwłaszcza że zaginionych pieniędzy poszukują także funkcjonariusze wszelkich możliwych służb państwowych, z FBI na czele, oraz wysłannicy miejscowego gangu...
Nasza opinia: Po napadzie na kasyno zakończonym niepowodzeniem trzeba zatrzeć ślady. Nie są to jakieś drobiazgi. To martwy człowiek na parkingu, jego ranny znajomy, który odjechał gdzieś z ponad milionem dolarów, oczywiście również szkody wokół kasyna, no i policja, FBI oraz media już wiedzą o napadzie. Najważniejsze, żeby nikt się nie dowiedział kto za tym stoi. Czy Ghostmanowi uda się zatuszować ślady w 48 godzin?
 Zacznę od tego, że jest do debiut. Całkiem niezły debiut, choć mógłby być jeszcze lepszy. Jest parę niedociągnięć, ale myślę, że to kwestia wprawy i drugiej książce Rogera Hobbs'a nie będę miała już nic do zarzucenia. Na zdjęciu widać, że autor jest młody, więc kariera pisarza przed nim. Akcja interesuje, trzyma w napięciu, choć niestety nie sprawia, że nie można się oderwać. Opisy są takie jak potrzeba. Takie, że można dokładnie wyobrazić sobie akcję, nie umierając z nudów. Właściwie to są idealne, można się w nich rozpłynąć. Autor dobrze opisuje przedmioty, momenty zastrzelenia (choć dość lakonicznie to dokładnie), sytuacje, miejsca... Umiejętność zmieniania tożsamości przez głównego bohatera jest zadziwiająca. Wyobrażacie sobie być jedną osobą, a zaraz potem kompletnie kimś innym? Charakteryzacja, inne dokumenty, inny sposób chodzenia i nikt Cię nie pozna. Pierwszoosobowa narracja, jak to z nią bywa, dobrze wpływa na całokształt. W książce są krótkie rozdziały, co ułatwia czytanie. Kto nie zna momentu: "Jeszcze jeden rozdział..."?
 Prawa do ekranizacji zostały kupione przez Warner Bros. Jeżeli to, co jest zawarte w książce zostanie dobrze wykorzystane to film będzie cudowny i z chęcią go obejrzę. Muszę niestety przyznać, że "Ghostman" momentami mnie nudził. Wiem, że ekranizacja nigdy nie odzwierciedla tego co zawarte jest w książce, ale w tym przypadku pokładam w niej duże nadzieje. Polecam osobom lubiącym akcję. Wiecie, "te pościgi, te wybuchy", strzelanki, ukrywanie tożsamości i odliczanie ile czasu nam pozostało do końca misji. Myślę, że bardziej jest to książka dla facetów i może też stąd moja opinia. Po prostu to nie jest książka w moim typie mimo zabijania i w miarę dobrej akcji. Myślę, że męska część czytelników będzie bardziej usatysfakcjonowana. 
Ocena ogólna: Small Metal Fan - 7/10 Queen Dee - --/--


Za książkę dziękuję Domu Wydawniczemu Rebis!

4 komentarze:

  1. Raczej nie przepadam za kryminałami, za to moja przyjaciółka je uwielbia. Polecę jej! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja mam na tę pozycję chrapkę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może Ci się spodoba, mnie jakoś nie zachwyciła ;)

      Usuń
  3. Czułem się czytając to "dzieło", jakbym sam je sklecił. Kiepska, nudna książka, pierwszych 200 stron niby wprowadza czytelnika, cholera wie tak naprawdę do czego, bo w tej książce nic się nie dzieje! łazi jakiś smętny typ i gada takie bzdury, że się płakać chce, a prawie każdy rozdział kończy się: "zostało xx godzin". No takie napięcie, że po 3 akapitach zasypiałem.
    Widać, że to debiut, rozwleczony z kiepskim pomysłem, słabą narracją i tak infantylnymi rozwiązaniami, że chyba tylko amerykanie będą się tym jarać.
    Kto to w ogóle zdecydował się wydać?! "jestem gołstmenem, więc ciągle muszę znikać" a wszyscy i tak wiedzą gdzie chłop jest... proszę Was.
    Dostałem tę książkę w prezencie, ale gdybym wydał choć złotówkę na nią, to chyba pociąłbym sie okładką.
    ZDECYDOWANIE NIE POLECAM!

    OdpowiedzUsuń

Komentarze zawierające linki do blogów bądź podlinkowany tekst zostają natychmiastowo usunięte. W zamian proponujemy współpracę bannerową, po szczegóły zapraszamy na mail.