środa, 7 maja 2014

Z innej półki #9 - Lepiej kupić, czy pożyczyć?

Z innej półki

Realia naszego społeczeństwa
Jest wiele osób, które nie kupują książek dla siebie w ogóle. Uważają to za stratę pieniędzy, miejsca... Naprawdę. Istnieją tacy ludzie. Zwykle są to osoby, które w rzeczywistości niewiele czytają, bo - powiedzmy sobie szczerze - jaki prawdziwy czytelnik, czy czytelniczka zrezygnowałby z posiadania chociaż niewielkiej biblioteczki? Chociaż takiej tyci, tyci, tyci..? Z kilkoma ulubionymi książkami, kilkoma dostanymi w prezencie i kilkoma upolowanymi perełkami na wyprzedaży za 5,50zł? Żaden mól książkowy, bez względu na kwestie miejsca, czy pieniędzy nie zrezygnuje z posiadania choćby małej kolekcji.

Piękno posiadania domowej biblioteczki
Każdy mól książkowy zna wartość oraz piękno niedomykających się biblioteczek i wielkich półek z książkami w kilku rzędach z braku miejsca. Teraz dziewczyny, przyznajcie się, która marzyła o domowej bibliotece rodem z "Pięknej i Bestii"?
Każdy mól książkowy zna przypadłość zostawiania małych stosików książek w każdym zakątku domu. Przy łóżku, przy wannie, na kuchennym stole... Przypadłość ta często wyprowadza z równowagi współlokatorów naszych mieszkanek. 
Każdy mól książkowy wie także, że do niektórych pozycji się wraca. Czasem tylko po to, żeby znaleźć jakiś fragment, cytat (często zaznaczony jakąś karteczką, lub <najgorsze z najgorszych, pozabijać takich ludzi, spalić żywcem> zagiętym rogiem), a czasem, żeby z perspektywy czasu przeczytać znów coś, co wydawało nam się genialne i zauważyć ile zmian w nas samych zaszło.


Biblioteki publiczne nie gryzą (naprawdę.)
Oczywiście, nie każdy musi być molem książkowym i bibliofilem. Niektórzy czytają książki tylko jak muszą, inni traktują każdą powieść jako jednorazową przygodę. Wtedy rzeczywiście biblioteki publiczne są lepszym wyjściem. Nie trzeba wydawać pieniędzy na coś do czego zajrzymy raz i rzucimy w kąt. Queen Dee wspomniała w poprzednim poście z cyklu Z innej półki <link> o tym, że ludzie nie czytają, bo książki są za drogie. Najgłupsza wymówka ever. Przynajmniej ja tak uważam. Tylko, że jest to niestety bardzo smutna prawda. Dobra, książki są drogie, ale jak ktoś nie chce wydawać nawet dyszki w antykwariacie, to może iść do biblioteki. Ona nie gryzie. Naprawdę. Macie moją gwarancję. Kilka razy sprawdzałam.

Ja zawsze wolałam mieć własną
Ja zawsze wolałam mieć własną książkę. Nawet jeżeli wiedziałam, że to jest coś co przeczytam raz i w życiu nigdy więcej jej nie otworzę (no chyba, że przypadkowo). Uwielbiam patrzeć na moje książki, widzieć co kiedyś czytałam, co czytam teraz i jak bardzo się zmieniłam. Oczywiście wąchanie książek też należy raczej do przyjemności z obcowania z własnymi zdobyczami, bo pożyczoną jeszcze zasmarkam i co będzie?. Parę razy wypożyczałam książki z biblioteki, czy pożyczałam od znajomych, ale to nie to samo. Nie chodzi o to, że nie pachną nowością, bo nie gardzę antykwariatami. Chodzi o to, że nie są moje, że wiem, że po przeczytaniu nie trafią na moją półeczkę w sypialni, tylko będę zmuszona ją oddać.


A jak się czuje osoba pożyczająca?
Z racji, że większość książek sobie kupuję, lub je dostaję no i w dodatku jestem recenzentką moi znajomi traktują mnie jak bibliotekę. "Ej... Słuchaj, poleciłabyś mi jakąś książkę..? Tak? To super! A pożyczysz?" No i w tym momencie już ciężko powiedzieć: "Nie, nie pożyczę, bo to mój kochany mały skarbeniek, moja perełeczka najcudowniejsza, najukochańsza, a Ty mi ją oddasz zalaną kawą!". No już nie ma odwrotu, moje dobre serduszko chcące szerzyć czytelnictwo staje się mięciutkie niczym puchaty króliczek i przynoszę książkę znajomemu. I najgorszy jest ten moment oddania. Ktoś bierze w niemyte ręce moje cudeńko i wrzuca do torby. Wstrzymuje rozpaczliwy wrzask i mówię co chwila: "Ale obłóż ją w jakąś gazetę, dobrze?", "Błagam nie wygnij mi grzbietu...", "Dobra, już nie marudzę... tylko nie jedz nad nią...". Rzadko to się zdarza, ale zdarza się, że dostaje z powrotem książkę z rozerwaną okładką, wygiętym grzbietem, zalaną od wody czy kawy, maźniętą długopisem, zakapaną łzami (to bym jeszcze zrozumiała, gdyby nie to, że łzy spłynęły z wytuszowanych rzęs...) i kilku książek nie odzyskałam...


Wszystko ma swoje wady i zalety
Jak widać i kupowanie, i pożyczanie ma swoje blaski i cienie. Myślę, że nie da się jednoznacznie powiedzieć, czy lepiej kupować, czy pożyczać książki. Wypożyczanie z biblioteki wiąże się często z czytaniem książki rozlatującej się w rękach i zalanej kawą oraz nieodłącznym terminem, pożyczanie od znajomych wiąże się z ich bólem serca (naprawdę, weźcie to pod uwagę następnym razem pożyczając książkę od znajomego), a kupowanie często wiąże się z bólem od ugryzienia węża w kieszeni i płaczu portfela...

(źródło: pulowerek.pl)

24 komentarze:

  1. spalić żywcem to przesada wg mnie, ale też tego nie lubię. znaczy w sumie niech każdy robi co chce, ale jeszcze mi się nie zdarzyło zagiąć róg i na pewno nie zdarzy.
    a książki chętnie pożyczam, bo chcę żeby moi znajomi czytali, ale też mówię "zakładaj zakładką, a nie kładź odwróconym grzbietem", "uważaj żeby ci się nie pozaginała w plecaku" i tak dalej:)
    a z bibliotek uwielbiam korzystac, choć mieszkam w małym miasteczku i nie jest za bogata (no dobra, to jest eufemizm), ale i tak takie stare książki które przewinęły się przez dziesiątki rąk sątaaakie klimatyczne ♥

    OdpowiedzUsuń
  2. Korzystam z bibliotek, a kupuje te, na których mi zależy :) Uwielbiam powracać do ulubionych książek, a gdy komuś pożyczam to zawsze w reklamówce, ale rzadko pożyczam w sumie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja jestem zbieraczką i wolę zdecydowanie mieć swoje :) jednak w tym roku byłam kilka razy w bibliotece z tym, że stan książek przeraził mnie :( a z pożyczaniem to jest tak jak mówi moja mamcia "dobry zwyczaj nie pożyczaj", straciłam kilka perełek przez te pożyczanie :( też moja saga Pani Lackberg gdzieś zaginęła... bo czyta koleżanka, potem jej mama, potem sąsiadka i ja się o tym dowiaduje ostatnia. Nie żebym żałowała, ale już tyle razy się na tym przejechałam. Ostatnio kuzynka wyskoczyła, czy coś jej pożyczę (wiem, że nie dba o książki) - odmówiłam grzecznie, wyjaśniłam powody i jestem z siebie dumna. Pozdr :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Książki - obojętnie czy nasze własne, czy z biblioteki - to największy skarb na świecie <3

    OdpowiedzUsuń
  5. Osobiście i korzystam z bibliotek i kupuję książki, bardzo często na urodziny czy święta, proszę bliskich, aby kupili mi książki które chcę przeczytać, wtedy jest to prezent z którego na pewno się ucieszę. :)
    Ogromnie bym chciała mieć bibliotekę z "Pięknej i Bestii", chociaż obawiam się że nie podołałabym tylu książką mimo pasji do czytania. :D

    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Sama przyznam się do jednego: dla mnie książki to przedmioty użytkowe i nie potrafię czytać "sterylnie". Jednak kiedy pożyczam od znajomych to staram się obchodzić z nimi jak z jajem i oczekuję tego samego w drugą stronę ;) A od bibliotek jestem uzależniona, bo czytam minimum 10 książek miesięcznie (no dobra, zawsze wyjdzie tego więcej) i staram się nie kupować więcej niż 2 miesięcznie (w praktyce jest trochę inaczej). Biblioteka to moje dobrodziejstwo, chociaż z osiedlowej to przeczytałam prawie wszystkie interesujące mnie pozycje (hmm...) i teraz jadę raczej na nowościach (a wiadomo jak to wygląda) :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja cenie sobie biblioteki, chodzę tam nałogowo. Akurat w moim mieście (Gdańsku) są genialnie zaopatrzone, ale zdaję sobie sprawę, że w innych miastach nie dba się tak bardzo o biblioteki publiczne. Także, rozumiem dlaczego niektórzy z nich nie korzystają, co mają stamtąd brać skoro nic tam nie ma?
    Osobiście mam baaardzo małą biblioteczkę, ale mam! A co do stosów pełnych książek, w każdym kącie domu to ten opis idealnie pasuje do mnie!
    Zdarza mi się pożyczać książki, a własnie, kilka dni temu od przyjaciółki odzyskałam "Błękit szafiru" wysuszony po oblaniu wodą (myślałam, że ją zabiję i zapakowaną w worek wyrzucę przez okno - przyjaciółkę, nie książkę ;p ). Niestety kilku książek w ogóle mi nie zwrócono. :(

    OdpowiedzUsuń
  8. Eee... no muszę się przyznać, że ja sama często jem przy książkach, dzięki czemu noszą na sobie ślady przeróżnych dań... no, cóż. Do biblioteki publicznej chodzę stosunkowo rzadko ze względu na jej nieco kłopotliwe położenie i swoją niepokojącą skłonność do przedłużania terminów oddania (czytam w trzy dni, a potem cały czas zapominam odnieść), ale i tak ją cenię i uważam za wspaniały wynalazek. Książki wracają do mnie w stanie całkiem niezłym, ale za to przetrzymane przez rok czy nawet więcej (serdeczne pozdrowienia dla przyjaciół pożyczających).
    Ech, moich domowników również wkurzają książki na stole, ba! ZAKAZUJĄ mi czytać przy jedzeniu! Niewybaczalne. Całkowite niezrozumienie dla literatury.
    No taka Bukwa po prostu.

    OdpowiedzUsuń
  9. Od dziecka moim małym marzeniem jest posiadanie wielkiej biblioteki - takiej na cały pokój! - w której będzie stał fotel i stoliczek na kawę :D
    Dlatego jestem za własną biblioteką, choć publicznymi książkami nie pogardzę :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja niestety obecnie mieszkam w takich warunkach, że najzwyczajniej nie mam jak bawić się w kolekcjonowanie i chomikowanie miliona książek w pokoju, mam jedynie te, które naprawdę w jakiś sposób mną poruszyły i wiem, że chciałabym kiedyś jeszcze do nich wrócić. Najczęściej korzystam z bibliotek i od kiedy mam czytnik, to także czytam e-booki. Co do pożyczania książek - pożyczam tylko osobom zaufanym, których jestem pewna i wiem, że książka wróci do mnie w takim stanie, w jakim do tej osoby trafiła. A co do pożyczania od kogoś - raczej nie lubię, jestem ogromnym pechowcem, dlatego często zdarza mi się coś wylać lub pobrudzić z racji tego, że uwielbiam pić i jeść czytając, dlatego nie chcę ryzykować.

    OdpowiedzUsuń
  11. Ja jak pożyczam komuś książki to zawsze go ostrzegam, że ma ona wrócić w nienaruszonym stanie ;D Po prostu nie cierpię jak ktoś niszczy mi moją ulubioną powieść... Również wolałabym mieć je wszystkie na własność, ale ostatnio krucho z kasą ;(

    OdpowiedzUsuń
  12. Świetny tekst, ja też wolę mieć u siebie, moja mała bibliteczka stoi w centralnym punkcie pokoju i uwielbiam na nią patrzeć, trochę to dziwne, ale tak jest, książki prezentują się niesamowicie, szczególnie te nieprzeczytane, a ta ciekawość co znajdziesz w tych, które dopiero czekają na twoje łapki :D
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  13. Ja już nie pożyczam moich skarbów. Nauczyłam się na mojej trylogii "Igrzysk Śmierci", która teraz wygląda jak wyjęta z d.....! Ludzie wstydu nie mają... Sama też nie korzystam z biblioteki czy zbiorów znajomych, a to z powodu braku czas na "nie moje" lektury :P Uwielbiam książki i muszę mieć własne egzemplarze. Nigdy przy nich nie jem, ani nie pije - wolę je w nienaruszonym stanie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja na szczęście nie miałam takiej sytuacji, w której książka wróciłaby do mnie w złym stanie. Pożyczam wszystkim, którzy tylko chcą :)
      A promocje książkowe uwielbiam :3
      Zapraszam na konkurs

      Usuń
  14. Wolałabym bardziej mieć swoją biblioteczkę jednak także wypożyczam z biblioteki. A co do pożyczania książek, ja najczęściej pożyczam tym osobom które oddadzą mi w dobrym stanie. :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Od zawsze marzyłam mieć swoją własną biblioteczkę. Jednak ze względu na to, że jestem osobą oszczędną nie kupuje ich, ponieważ boję się, że mi się nie spodoba ( i kasa będzie zmarnowana) lub co gorsza jej nie przeczytam. Dlatego też wypożyczam książki z biblioteki i ewentualnie, gdy nie ma tam jakieś książki, którą bardzo chciałam przeczytać to wtedy ją kupuje ( ale to najczęściej na promocjach). Ale i tak marzy mi się wielka biblioteczka :-)
    P.S. - Świetny komiks

    biblioholiczka.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  16. Też chciałabym mieć taką biblioteczkę jak w "Pięknej i Besti". Często korzystam z biblioteki. Ale co do pożyczania książek innym nie jestem przekonana, Nauczyłam się już że ludzie nie oddają pożyczonych rzeczy.

    OdpowiedzUsuń
  17. Zgadzam się z Tobą w kilku punktach :D Ja zostawiam książki wszędzie... Na pianinie, półce z kosmetykami, są obok mnie, w torebce, rozrzucone na łóżku, czyli tam, gdzie ich być nie powinno, jak teraz patrzę na pokój :D
    Nie lubię pożyczać innym swoich książek i unikam tego, jestem przewrażliwiona na tym punkcie...

    OdpowiedzUsuń
  18. Do biblioteki zaglądam bardzo rzadko. Lubię zbierać książki i patrzeć jak powiększa mi się ich zbiór :) Jak większości mnie również od zawsze marzy się jakaś wielka biblioteczka, dlatego stopniowo dokładam kolejne. Niestety za pożyczaniem również nie przepadam, gdyż kilka razy zdarzyło mi się nie odzyskać już swojej ulubionej książki :(

    OdpowiedzUsuń
  19. Echh a ja z jednej strony chcę się podzielić z kimś magią książek pożyczając je a z drugiej strony kiedy zostaną oddane w jakiś sposób tracą swój czar... Ciekawe czemu tak się dzieje...

    Pozdrawiam ^^
    http://swiat-w-dloniach.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  20. Daj mi znać (na moim blogu) czy zrezygnowałaś z wyzwania "Uporać się z własnymi zbiorami", bo od dłuższego czasu nie widzę zgłoszeń od Ciebie, ile książek przeczytałaś w danym miesiącu.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  21. Wiadomo, że też wolę mieć własną książkę, niemniej korzystam z bibliotek. Co do pożyczania książek, robię to często, bo chcę by ludzie z mojego otoczenia także rozkochali się w książkach. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  22. zdecydowanie wole kupować - jeśli tylko mam kasę
    na chwilę obecną jestem stałą bywalczynią biblioteki i
    pewnie tak zostanie na dłużej

    OdpowiedzUsuń
  23. Szczerze powiedziawszy kiedyś nie korzystałam z btek publicznych i do tej pory rzadko kiedy tam zaglądam. Odkąd zaczęłam studia na UL, to głównie w ich btece się "zaopatruję" i nie raz było tak, że przeczytaną książkę kupiłam (np. tym sposobem kupiłam: "Stulatka, który wyskoczył przez okno i zniknął", "Dziewczynę z pomarańczami", "Spętani przez bogów", "Wrześniowe dziewczynki" i kilka innych), bo tak mi się spodobała, że postanowiłam ją nabyć.

    Jeśli chodzi o antykwariaty to nie gardzę (szczególnie Silva Rerum na Pietrynie). Dzięki niemu kupiłam wiele cudownych perełek! *.* Uh... Pożyczanie. Ja moje dzieci pożyczam tylko 4 osobom, bo wiem, że będą o nie dbać. Chociaż ostatnio pożyczyłam mojej przyjaciółce "Angelfall" i "Igrzyska..." i NIESTETY wróciły do mnie z zagiętym grzbietem (widzisz ten mój mord w oczach??!!!). Powiedziałam jej (a raczej zrobiłam awanturę), żeby nie czytała książek w taki sposób. Eh... Ale to po prostu taki typ człowieka. Niektórzy czytają tak, że po książce tego nie widać, a inni, no cóż...

    OdpowiedzUsuń

Komentarze zawierające linki do blogów bądź podlinkowany tekst zostają natychmiastowo usunięte. W zamian proponujemy współpracę bannerową, po szczegóły zapraszamy na mail.